Dominik przez całą noc wracał myślami do ostatnich słów Wiktora. Nie dlatego, że bał się stracić dobre wspomnienia o ojcu. Bał się raczej, że dotychczas chronił je kosztem cudzego życia. Samuel spędził lata pod piętnem wyroku, a on sam nie znalazł nawet godziny, żeby wysłuchać człowieka, którego uznał za winnego.
Rano Ewa zadzwoniła z informacją, że prokuratura zdecydowała się podjąć czynności sprawdzające nowe materiały. Nie oznaczało to jeszcze wznowienia zakończonej sprawy ani uchylenia wyroku. Śledczy mieli zacząć od przesłuchania wskazanych świadków i oględzin budynku, do którego wcześniej nie przywiązywano znaczenia.
Dominik podpisał zgodę na wejście do szklarni. Przed przyjazdem techników Daniel zabezpieczył teren taśmą i sporządził listę ostatnich osób, które tam bywały. Bruno pozostał w domu. Klara przypomniała Dominikowi, że zwierzę nie jest narzędziem do rozwiązywania ludzkich błędów.
Oględziny trwały dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał. W budynku były trzy pomieszczenia. Pierwsze wypełniały zniszczone stoły ogrodnicze, drugie stanowiło dawny magazyn opału, a trzecie oddzielały solidne drzwi z metalowym skoblem po zewnętrznej stronie. Drewno nosiło ślady kilku napraw.
Technik sfotografował zamek i dolną listwę. Pod dołożoną po tragedii płytą zachowały się trzy stare rysy, biegnące blisko siebie. Nie można było ustalić, czy pozostawił je Bruno. Samuela poproszono, by bez oglądania zdjęć opisał wysokość, na której pies drapał wtedy drzwi. Dopiero potem porównano jego słowa z miejscem śladów. Zgodność była istotna, ale nikt uczciwy nie nazwał jej jeszcze rozstrzygającym dowodem.
W magazynie opału znaleziono resztki piecyka przenośnego oraz puste opakowanie po świecach. Sam widok tych przedmiotów niczego nie wyjaśniał. Ważniejszy okazał się stan skobla: pomieszczenie można było zatrzasnąć z zewnątrz, a od środka nie znajdowała się żadna klamka. Emilia mogła wejść tam sama, lecz nie mogła samodzielnie wyjść, jeżeli ktoś zamknął drzwi.
Klara dowiedziała się o oględzinach dopiero po ich zakończeniu. Dominik nie chciał stawiać jej pod zamkniętymi drzwiami, jakby musiała osobiście potwierdzić każde słowo ojca. Dziewczyna była mu za to wdzięczna. Przez większą część dzieciństwa ludzie oczekiwali, że będzie odpowiadać za zachowanie Samuela, którego sama nie rozumiała. Teraz mogła powiedzieć po prostu, czego nie widziała, i nie uznawać tego za słabość.
Wieczorem zabrała Brunowi do pokoju świeżą wodę i położyła przy nim stary koc. Pies nie znał słów takich jak protokół czy opinia biegłego. Wiedział tylko, kiedy człowiek obok niego przestaje się spieszyć. Ułożył głowę na łapach, a Klara została, dopóki jego oddech się nie uspokoił. W tej ciszy po raz pierwszy wyobraziła sobie, że koniec dawnej sprawy nie musi oznaczać kolejnej krzywdy.
Tego dnia Ewa pokazała Dominikowi jeszcze jeden dokument. Z archiwum rodzinnego przedsiębiorstwa odtworzono rachunek za wymianę skobla i zasłonięcie dolnej części drzwi. Płatność zatwierdzono kilka tygodni po pogrzebie. Podpis widniejący przy zleceniu należał do Wiktora, nie Leona.
— To nie oznacza, że pana ojciec o niczym nie wiedział — uprzedziła Ewa. — Oznacza tylko, że Karas sam miał możliwość zmiany miejsca, które powinno było zostać ocenione wcześniej.
Dominik poszedł z tym do Wiktora. Nie groził mu i nie chciał wymusić przyznania się. Powiedział, że wszystkie znane dokumenty trafiły do prokuratury. Karas usiadł przy biurku, jakby nagle stracił siły.
— Gdybyś wiedział, ilu ludziom Leon wtedy pomagał, nie patrzyłbyś na niego jak na świętego — powiedział.
— Nie pytam o świętość. Pytam o dziecko zamknięte w pomieszczeniu.
Wiktor zaczął opowiadać o dostawie, która przyjechała wieczorem przed zamiecią. W szklarni przechowywano chwilowo dokumenty dotyczące nielegalnych rozliczeń, zanim miały zostać przeniesione do innego magazynu. Nie były to rzeczy, które chciano pokazać policji. Ktoś z ludzi Karasa zauważył Emilię blisko bocznego wejścia.
— Przestraszyła się — powiedział Wiktor. — Myślała, że robimy coś złego.
— Robiliście.
— Kazałem jej wrócić do domu. Nie posłuchała. Weszła za drzwi, bo usłyszała Bruna. Była przekonana, że pies jest w środku.
— A był?
— Nie. Odpoczywał w komórce. Ktoś wcześniej przeniósł jego miskę do magazynu. Dziewczynka się pomyliła.
Dominik poczuł mdłości. Emilia zawsze wierzyła, że Bruno odnajdzie ją wszędzie. Nawet wtedy nie potrafiła przejść obok jego szczekania obojętnie.
— Kto zamknął drzwi?
Wiktor milczał przez dłuższą chwilę.
— Ja. Na kilka minut. Chciałem skończyć rozmowę z kierowcą, a potem ją wypuścić. Nie spodziewałem się, że zgaśnie światło i zerwie się wiatr.
— Samuel krzyczał, żebyś otworzył.
— Wtedy już wiedziałem, że jest źle. Nie mogłem dopuścić, żeby wszyscy weszli do środka i zobaczyli dokumenty.
Dominik zerwał się z krzesła, ale zatrzymał się przy drzwiach. Mógł zawołać ochronę, kazać Wiktora przytrzymać, zmusić do powtórzenia słów. Wiedział jednak, że prywatne przesłuchanie w gabinecie nie zastąpi czynności wykonanych zgodnie z prawem.
— Powiesz to śledczym — oświadczył.
— Nie rozumiesz. Twój ojciec wiedział o rozliczeniach.
— O rozliczeniach czy o Emilii?
Wiktor opuścił wzrok.
— To są dwie różne rzeczy.
Ta odpowiedź była ważniejsza, niż się zdawało. Leon mógł odpowiadać za nielegalne interesy, ale nie dowodziło to jego udziału w zamknięciu dziecka. Dominik postanowił nie dopisywać ojcu winy ani niewinności bez dowodów.
W gabinecie zapadła cisza. Dominik przypomniał sobie, że przed dziewięciu laty Wiktor jako pierwszy mówił mu, iż nie warto wracać do sprawy, skoro znaleziono winnego. Wtedy brzmiało to jak troska. Dziś słyszał w tych słowach interes człowieka, który bał się ponownego spojrzenia na tamtą noc. Nie chciał jednak, by własna złość zastąpiła śledztwo.
Po wyjściu Karasa zadzwonił do Ewy i dokładnie zrelacjonował rozmowę, łącznie ze słowami obciążającymi rodzinne interesy. Prawniczka kazała mu spisać notatkę z datą oraz nie spotykać się z Wiktorem sam na sam po raz kolejny.
Wieczorem Klara zapytała Samuela, czy znał ludzi pracujących wtedy przy dostawie. Ojciec przypomniał sobie tylko kierowcę i dźwięk metalowych skrzyń. Powiedział też rzecz, o której nie wspominał przez lata, bo uważał ją za własną porażkę.
— Kiedy odciągali mnie od drzwi, Bruno dalej czekał. Nie warczał, nie próbował gryźć. Po prostu siedział. A ja pozwoliłem, żeby zabrali mnie stamtąd.
— Zrobiłeś to, na co pozwalało ci trzech uzbrojonych ludzi — odparła Klara.
— Wiem, co mówisz. Ale nie tak pamięta to człowiek, który co noc widzi te drzwi.
Klara objęła ojca, pierwszy raz od dawna bez szukania słów pocieszenia. W rezydencji Bruno poruszył się niespokojnie na legowisku, a Daniel poprawił mu koc. Żaden z nich nie wiedział jeszcze, że następnego dnia wyjdzie na jaw rzecz ważniejsza od zniszczonego zamka.
Mikołaj przypomniał sobie bowiem, że samochód dostawczy miał tamtej nocy drugi kurs. Ktoś polecił mu zatrzymać się nie przy domu, lecz na drodze prowadzącej wprost nad staw.
Kto znajdował się w samochodzie podczas drugiego przejazdu? I dlaczego Wiktor nie wspomniał o nim nawet wtedy, gdy przyznał się do zamknięcia Emilii?
Przeczytaj Część 6, aby poznać drogę, którą tamtej nocy przejechał samochód.













