Dominik nie odpowiedział od razu. Przez chwilę patrzył na Klarę, jakby próbował ustalić, czy rozumie wagę tego, co właśnie powiedziała. W sali jadalnej ucichły nawet rozmowy przy końcu stołu. Bruno leżał spokojnie między krzesłami, z łapą opartą o but dziewczyny.
— Zaprowadzić do domu kogo? — zapytał wreszcie.
— Tego, kogo szukał. Tata uczył psy, żeby po odnalezieniu człowieka wracały po ratownika albo wskazywały mu drogę. „Kapitan” był sygnałem do prowadzenia. Nie drugim imieniem Bruna.
Dominik odsunął krzesło.
— Pamięta pani, jak Bruno zachowywał się po śmierci Emilii?
Klara zawahała się.
— Miałam szesnaście lat. Wiem tylko to, co opowiadał tata. Mówił, że Bruno próbował coś pokazać, ale nikt nie pozwolił mu dokończyć.
Wiktor Karas gwałtownie odstawił szklankę.
— To oskarżenie człowieka skazanego prawomocnym wyrokiem. Nie pozwolę, żeby dziewczyna zatrudniona do sprzątania rozpowszechniała takie historie.
— Nie ty decydujesz, co wolno jej powiedzieć — odparł Dominik.
Zwrócił się do pozostałych gości i przeprosił za przerwanie kolacji. Kiedy wychodzili, poprosił Daniela o sprawdzenie, czy nikt nie fotografował Klary ani nie przekazywał informacji o rozmowie. Wiktor próbował zatrzymać go w drzwiach, ale Dominik kazał mu przyjść następnego dnia do gabinetu z dokumentacją dotyczącą dawnej sprawy.
— Jaką dokumentacją? — spytał Wiktor.
— Każdą, której jeszcze nie kazałeś wyrzucić.
Tym razem Karas nie odpowiedział.
Klara wstała, przekonana, że po takiej kolacji straci pracę. Zamiast wypowiedzenia usłyszała propozycję spokojnej rozmowy w bibliotece. Dominik poprosił, żeby Daniel został przy drzwiach, ale nie wchodził do środka. Bruno podniósł się powoli i poczłapał za Klarą.
— Nie wiedziałem, czyim dzieckiem pani jest — powiedział Dominik. — Przyjęto panią osiem miesięcy temu. Sprawdzałem wtedy listę nazwisk, ale tego nie zauważyłem.
— Biernackich jest wielu.
— Pani wiedziała, kto mieszka w tym domu.
— Wiedziałam. Potrzebowałam pracy. Mama czeka na operację kolana, a tata nie ma stałego zatrudnienia. Nie przyszłam tu nikogo szpiegować.
Dominik pochylił głowę. Przypomniał sobie, jak dziewięć lat wcześniej sam odmówił spotkania z Samuelem. Był wtedy dwudziestopięcioletnim mężczyzną, który właśnie stracił siostrę. Wolał mieć jednego winnego niż pytania, na które nikt nie umiał odpowiedzieć.
— Czy pani ojciec nadal mieszka pod Warszawą?
— Tak. Ale nie będzie chciał z panem rozmawiać.
— Ma do tego prawo. Proszę mu tylko przekazać, że chciałbym usłyszeć jego wersję bez przerywania.
Klara zerknęła na Bruna. Pies oddychał ciężko; jego biodra drżały, gdy próbował usiąść. Dominik pierwszy raz od dawna dostrzegł, ile wysiłku kosztuje go zwykłe przejście przez pokój.
— Nie będziemy go zmuszać do żadnych poszukiwań — powiedziała stanowczo. — Jest za stary, żeby pracować w śniegu. Pamięć szkolenia to nie dowód w sądzie.
— Rozumiem. Ale może być powodem, żeby sprawdzić to, czego wtedy nie sprawdzono.
Na biurku w bibliotece Dominik znalazł stare zdjęcie zrobione przed rodzinnym domem. Emilia obejmowała na nim Bruna za szyję, a Samuel stał obok w roboczej kurtce. Dziewczynka śmiała się do aparatu. Dominik zauważył, że nigdy nie patrzył na tę fotografię jak na obraz trzech osób. Wspominał wyłącznie siostrę i psa, a twarz człowieka stojącego z boku stała się dla niego symbolem winy. Teraz próbował dostrzec w nim kogoś, kto znał zwierzę, troszczył się o nie i mógł naprawdę chcieć pomóc.
Zanim wyszedł, poprosił Daniela, żeby nie usuwał żadnej kartki ani fotografii z rodzinnego archiwum. Przez lata dokumenty porządkowano według wygody kolejnych zarządców. Jeśli w tych papierach kryła się choćby drobna sprzeczność, należało pozostawić ją taką, jaką znaleziono. Nawet najbardziej nieprzyjemne odkrycie byłoby lepsze niż następna historia ułożona po fakcie.
Następnego ranka Dominik otworzył szafę z rodzinnymi albumami. Obok zdjęć znajdował się duży segregator z planami posesji. Przechowywał go dlatego, że ojciec przez lata prowadził przebudowy ogrodu, a każdą zmianę oznaczał ołówkiem. Na planie sprzed dziewięciu lat widać było staw, furtkę i starą szklarnię po drugiej stronie żywopłotu.
Dominik pamiętał szklarnię z dzieciństwa. Emilia lubiła zaglądać do środka, ponieważ ich matka trzymała tam doniczki z cytrusami. Budynek zamknięto po tragedii; oficjalnie ze względu na pęknięte szyby i uszkodzone ogrzewanie. Nikt nie wspominał, żeby miał związek z poszukiwaniami.
Wśród dokumentów leżała kartka z rozpisanym na tamtą noc dyżurem ochrony. Obok nazwiska Samuela wpisano kontrolę furtki o dziewiętnastej czterdzieści pięć. Przy następnej rubryce widniał dopisek: „Patrol przerwany, polecenie W.K.”. Dominik nie znał ręki osoby, która go sporządziła. Nie miał też pewności, czy notatka powstała tej samej nocy.
Zaniósł kartkę Danielowi.
— Kto prowadził takie zestawienia?
— Dawniej pani Teresa, gospodyni. Każdego dnia przepisywała meldunki do zeszytu. Wiktor zatwierdzał zmiany grafiku.
— Gdzie jest Teresa?
— Odeszła przed laty. Mogę spróbować znaleźć jej numer.
Przed południem Klara zadzwoniła do ojca. Samuel długo milczał po usłyszeniu nazwiska Morawskiego. W końcu zapytał tylko, czy Bruno żyje. Gdy córka powiedziała, że pies poznał dawną komendę, usłyszała nierówny oddech.
— Nie zabieraj go tam — powiedział.
— Gdzie, tato?
— W stronę szklarni. Nie pozwól, żeby to znowu na niego spadło.
Połączenie się urwało. Klara nie wiedziała, czy ojciec odłożył telefon ze strachu, czy z gniewu.
Przed wyjściem Dominik zadzwonił również do człowieka, który od lat zajmował się utrzymaniem posesji. Dowiedział się, że po śmierci Emilii nie przeprowadzono pełnej rozbiórki szklarni. Wymieniano jedynie uszkodzone deski i zabezpieczano dach przed wiatrem. Stary pracownik nie wiedział, kto zamawiał poszczególne naprawy, lecz wskazał miejsce przechowywania rachunków. Dominik poprosił o kopie i nazwiska wykonawców, nie o usuwanie śladów.
Tymczasem Dominik wyszedł do ogrodu. Za żywopłotem stała szklarnia z zabitymi deskami drzwiami. Przy jej progu leżały gałęzie naniesione przez wiatr. Nie było sensu szukać po tylu latach zapachu ani śladów na ziemi. Ale stary budynek, jeśli nikt go nie rozebrał, mógł zachować ślady w samej konstrukcji.
Dominik podszedł bliżej. Na drzwiach wisiała kłódka nowsza niż zardzewiałe zawiasy. Ktoś wymienił ją stosunkowo niedawno. Zauważył też, że w dolnej części framugi zamontowano dodatkową drewnianą płytę, która nie występowała na planie remontu.
— Nie otwierałbym tego bez odpowiednich ludzi — odezwał się za nim Daniel. — Jeśli coś tam zostało, łatwo to zniszczyć.
Dominik cofnął rękę. Dziewięć lat temu zbyt szybko uznał, że sprawa jest zakończona. Tym razem nie chciał zniweczyć jedynej szansy przez pośpiech.
W tej samej chwili Daniel otrzymał wiadomość od dawnej gospodyni. Teresa zgodziła się porozmawiać, lecz postawiła warunek: Wiktor nie może dowiedzieć się, gdzie dojdzie do spotkania.
Na końcu wiadomości dopisała jedno zdanie: „Tamtej nocy nikt nie kazał Samuelowi otwierać furtki. Kazano mu natomiast odejść od szklarni”.
Dlaczego w aktach sprawy zabrakło tego polecenia? Odpowiedź mogła zmienić wszystko, co Dominik przez dziewięć lat uważał za pewnik.
Przeczytaj Część 3, żeby poznać relację osoby, która zapisywała nocne rozkazy.













