Eryk zadał pytanie o łóżko tak cicho, że Sebastian prawie go nie usłyszał.
Maria objęła chłopca, a Klara usiadła na podłodze obok Lilki.
Psycholożka, pani Joanna, nie próbowała przekonywać dziecka, że powinno cieszyć się z odkrycia rodziny.
Poprosiła dorosłych, by odpowiedzieli najpierw na to, o co Eryk rzeczywiście zapytał.
— Dzisiaj śpisz tam, gdzie zawsze — powiedziała Maria. — W swoim pokoju, ze swoim zającem.
— A jutro?
— Jutro też — dodała Klara. — Żadnej przeprowadzki nie zrobimy bez rozmowy z tobą i ludźmi, którzy pomagają nam o tym zdecydować.
Eryk spojrzał po kolei na każdą z twarzy.
Na końcu zapytał, czy może iść z Lilką do drugiego pokoju.
Dzieci wyszły, a dorośli zostali z ciszą, w której wreszcie było trochę miejsca na odpowiedzialność zamiast pośpiechu.
Przez kolejne tygodnie spotykali się regularnie.
Najpierw na placach zabaw, później w mieszkaniu Wolskich, gdzie Eryk sam wybrał miejsce dla swojej kurtki.
Maria była obecna podczas pierwszych wizyt.
Potem, za zgodą wszystkich i po rozmowach ze specjalistką, zostawiała chłopca z Sebastianem i Klarą na kilka godzin.
Sebastian dowiedział się, że Eryk potrafi godzinami budować z klocków mosty.
Kiedy jedna konstrukcja się przewracała, chłopiec nie płakał, lecz zaczynał od nowa i prosił, żeby nikt nie dotykał podpór.
Klara rozpoznała w tej cierpliwości coś, co kiedyś podziwiała u swojego ojca.
Powstrzymała się jednak przed komentarzem o podobieństwie.
Nie chciała, żeby Eryk czuł, że musi udowadniać swoją przynależność do rodziny każdym ruchem.
Najtrudniej było Lilce.
Kiedy Eryk dostał od Sebastiana zestaw do rysowania, dziewczynka przez resztę dnia nie odzywała się do ojca.
Dopiero wieczorem przyznała, że od dawna prosiła o nowe kredki, a tata zapomniał.
— Masz rację — powiedział Sebastian. — Zauważyłem, że Eryk lubi rysować, i nie zauważyłem, że ty czekałaś na obiecaną rzecz. To moja pomyłka, nie jego.
Następnego dnia poszedł z córką do sklepu.
Bez Eryka.
Nie chciał kupować jej zgody na nową sytuację, ale musiał dotrzymać starej obietnicy.
Po drodze Lilka powiedziała, że czasem lubi Eryka, a czasem chciałaby, żeby znów byli tylko we troje.
— Możesz mieć oba uczucia — odpowiedział. — Nie musisz wybierać jednego, żeby być dobrą siostrą.
W szkole Lilki pojawiły się plotki, bo ktoś zobaczył podobnych do siebie chłopca i dziewczynkę.
Klara porozmawiała z wychowawczynią, nie ujawniając dzieciom z klasy szczegółów postępowania.
Lilka otrzymała prostą odpowiedź, której mogła używać, kiedy ktoś ją wypytywał: „To sprawa naszej rodziny.
Nie chcę o tym rozmawiać”.
Eryk miał inne obawy.
Na jednym ze spotkań zapytał Marię, czy jeżeli jego nazwisko się zmieni, zniknie także jego stare świadectwo szkolne i rysunki podpisane „Eryk Nowak”.
Maria powiedziała, że żaden dokument nie może usunąć tego, co zrobił i kim był przez siedem lat.
Sebastian obiecał, że nie będą nazywać tych lat pomyłką.
Tymczasem śledztwo posuwało się powoli.
Zabezpieczono część archiwalnych zapisów medycznych oraz dokumenty dotyczące rejestracji urodzenia.
W jednej z kart widniały informacje o żywym noworodku płci męskiej z ciąży Klary, których brakowało w dokumentach przekazanych rodzicom.
Nie oznaczało to jeszcze wyjaśnienia wszystkich decyzji personelu, ale wzmacniało ustalenia z badania DNA.
Policjanci przesłuchali również kobietę o nazwisku Górska.
Przyznała, że przed laty rozmawiała z doktorem Domańskim o możliwości przyjęcia niemowlęcia, lecz zaprzeczyła, by wiedziała, że żyją jego rodzice.
Zeznała, że po niejasnej rozmowie o formalnościach zrezygnowała z kontaktu.
Śledczy mieli sprawdzić, czy i jakie pieniądze przekazano pośrednikom.
Sebastian nie próbował samodzielnie szukać tej kobiety.
Wiedział już, że jego gniew nie może zastąpić dowodów.
Kiedy Radecka przekazała im te informacje, Klara zapytała, czy doktor Domański został zatrzymany.
Usłyszała, że postępowanie trwa, a ocena odpowiedzialności poszczególnych osób należy do organów ścigania i sądu.
Nie przyniosło jej to ulgi.
Przynajmniej jednak nie musiała już opierać całej swojej nadziei na wspomnieniu z sali porodowej.
Maria także złożyła dodatkowe wyjaśnienia.
Przyznała, że wiedziała o niezgodności aktu urodzenia z rzeczywistością, ale bała się utraty Eryka.
Radecka uprzedziła wszystkich, że miłość Marii do chłopca nie unieważnia problemu nieprawdziwej rejestracji.
Sebastian nie sprzeciwiał się temu.
Coraz wyraźniej rozumiał, że uznanie jej zasług nie wymaga ukrywania jej błędów.
Pewnego wieczoru Sebastian zastał Klarę przy otwartej szufladzie.
Trzymała w dłoniach dwie czapeczki z dawnej teczki i nie próbowała ukryć, że płakała.
Usiadł obok niej, ale przez chwilę nie wiedział, czy powinien zapytać o syna, czy po prostu poczekać.
— Kiedyś mówiłaś, że nie możesz zapomnieć jego głosu — odezwał się w końcu. — A ja odpowiadałem, że noworodek nie zdążył nawet zapłakać, skoro lekarze tak powiedzieli. Przepraszam, że bardziej ufałem tamtej rozmowie niż temu, co próbowałaś mi wyjaśnić.
— Ja też przestałam zadawać pytania — odpowiedziała Klara. — Bałam się, że jeśli będę wracać do porodu, Lilka pomyśli, że jej nie wystarczałam jako matka.
Sebastian schował białą czapeczkę do pudełka, a żółtą zostawił na stole.
Uznali, że nie pokażą jej Erykowi jako dowodu na to, jaki miałby być.
Mogą opowiedzieć mu kiedyś, że na niego czekali, ale najpierw powinni poznać jego prawdziwe upodobania i wspomnienia.
Żadna wyprawka nie zastąpi siedmiu lat życia, których nie widzieli.
Po dwóch miesiącach Eryk pierwszy raz został u Wolskich na noc, w ramach uzgodnionego planu spotkań.
Przywiózł plecak, zająca i małą latarkę.
Klara przygotowała mu pokój gościnny, ale zostawiła wybór, czy woli spać przy otwartych drzwiach i zapalonym świetle.
Chłopiec wybrał lampkę w korytarzu.
Przed północą Sebastian usłyszał szelest.
Eryk stał przy drzwiach z plecakiem na ramieniu.
Powiedział, że musi wrócić do Marii, bo być może ona teraz płacze.
Sebastian nie próbował go zatrzymać siłą.
Zadzwonili razem do Marii, która uspokoiła chłopca i powiedziała, że czeka na niego rano.
— Możesz mnie kochać, nawet kiedy jesteś gdzie indziej — powiedziała przez telefon.
Eryk zasnął dopiero po długiej chwili.
Następnego ranka usiadł przy kuchennym stole obok Lilki i bez proszenia podzielił się z nią ostatnią kromką chleba.
Dla Sebastiana był to większy krok niż wszystkie dokumenty podpisane w ciągu poprzednich tygodni.
Kilka dni później prawniczka przesłała im kopię pisma Marii złożonego do sądu rodzinnego.
Sebastian zaczął je czytać z lękiem, że kobieta wycofała zgodę na dalsze spotkania.
Zobaczył jednak inne słowa: Maria wnosiła o stopniowe powierzenie Eryka opiece biologicznych rodziców, pod warunkiem utrzymania bezpiecznej i regularnej więzi z nią.
Nie wiedział, ile kosztowało ją napisanie tego zdania.
Wiedział tylko, że teraz będzie musiał odpowiedzieć na jej zaufanie własnym czynem, a nie kolejną obietnicą.
Jak Sebastian i Klara przyjmą decyzję Marii, a Eryk odnajdzie swoje miejsce między dwoma domami?
Przejdź do Części 7.













