Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.
Ryszard powtórzył rozkaz ciszej, ale z taką stanowczością, że pracownik zakładu pogrzebowego odsunął parasol i podszedł do trumny.
— Proszę pana, nie możemy tego robić podczas ceremonii — powiedział mężczyzna.
— W takim razie ceremonia się skończyła. Dzwońcie po policję i pogotowie. Jeśli istnieje choćby jedna szansa, że moja córka żyje, nie będziemy czekać.
Kapłan poprosił żałobników, aby odsunęli się od grobu.
Jeden z ochroniarzy sięgnął po telefon, drugi nadal trzymał chłopca za ramię.
Ryszard zobaczył to i po raz pierwszy poczuł wstyd silniejszy od gniewu.
— Puśćcie go. Natychmiast.
Chłopiec podniósł się z błota.
Nie próbował uciekać.
Zacisnął tylko zziębnięte dłonie i patrzył na wieko, jakby od niego zależało wszystko, co wydarzy się za chwilę.
Pracownicy ostrożnie unieśli pokrywę.
Pod białą wyściółką nie było drobnej twarzy Emilii ani jej splecionych rąk.
Leżał tam złożony koc i dwa szczelnie owinięte pakunki, których ciężar miał najwyraźniej zastąpić ciężar ciała.
Weronika wydała z siebie krótki, obcy dźwięk.
Ryszard chwycił się krawędzi trumny, żeby nie upaść.
Przez dwa dni płakał nad śmiercią dziecka, którego nawet nie pozwolono mu zobaczyć po raz ostatni.
Teraz patrzył na puste miejsce przygotowane do pochówku.
— Gdzie jest Emilia? — zapytał.
Nikt mu nie odpowiedział.
Dyrektor zakładu pogrzebowego zaczął tłumaczyć, że trumnę przekazano zapieczętowaną, a rodzinie zalecono jej nie otwierać.
Ryszard przerwał mu gestem.
Nie chciał oskarżać niewłaściwego człowieka ani stracić minuty na kłótnię.
— Proszę nie dotykać niczego więcej. Policja musi zobaczyć wszystko tak, jak to znaleźliśmy.
Chłopiec cofnął się pod mur kaplicy.
Ryszard podszedł do niego, a ochroniarze tym razem zostali z tyłu.
— Jak masz na imię?
— Olek.
— Skąd znasz moją córkę?
— Z czytelni przy świetlicy. Przynosiła książki, których już nie potrzebowała. Nie kazała mi nigdy dziękować. Po prostu pytała, którą chcę przeczytać.
Ryszard przypomniał sobie Emilię pakującą kiedyś do torby kolorowe zeszyty.
Zapytał wtedy, po co zabiera ich tyle, lecz nie zaczekał na odpowiedź.
Nie wiedział nawet, z kim spotykała się w świetlicy.
— Dlaczego powiedziałeś, że moja żona podała jej lek?
Olek otarł mokrą twarz rękawem.
— Dzień przed tym, jak wszyscy powiedzieli, że umarła, przyszedłem oddać książkę. Drzwi od kuchni były uchylone. Widziałem, jak pani Weronika wlała coś z małej buteleczki do szklanki Emilii. Potem usłyszałem, jak mówi, że to pomoże jej zasnąć.
— A potem?
— Potem moja ciocia zobaczyła Emilię żywą.
Ryszard poczuł bolesne ukłucie nadziei.
— Gdzie?
— W prywatnej klinice doktora Wilka. Ciocia Dorota jest tam pielęgniarką. Widziałem dziewczynkę przez szybę w korytarzu, kiedy czekałem na ciocię po dyżurze. Miała na ręce opaskę i ktoś sprawdzał, czy oddycha. Wtedy jeszcze nikt nie mówił o pogrzebie.
Nie był to dowód, że Emilia żyje teraz.
Ryszard wiedział o tym, lecz pustej trumny nie można było wytłumaczyć zwykłą pomyłką w pamięci dziecka.
— Gdzie jest twoja ciocia?
Olek spuścił wzrok.
— Od wczoraj nie wróciła do domu. Przedtem kazała mi nikomu o niczym nie mówić. Rano dowiedziałem się o pogrzebie. Pomyślałem, że jeśli zaczekam, będzie za późno.
Dopiero wtedy Ryszard przyjrzał mu się uważnie.
Nie zobaczył już intruza, którego trzeba odpędzić, lecz dwunastoletniego chłopca, który przybiegł sam, nie mając pojęcia, jak zostanie potraktowany.
Na cmentarz przyjechał patrol.
Policjantka przedstawiła się jako aspirant sztabowa Agata Sokołowska i poprosiła o odgrodzenie miejsca, zachowanie wszystkich dokumentów oraz dane osób, które miały kontakt z trumną.
Olek złożył pierwszą relację w obecności wezwanego opiekuna ze świetlicy.
Nikt nie wymagał od niego kolejnych dramatycznych wystąpień przed żałobnikami.
Ryszard znalazł Weronikę w kaplicy.
Siedziała nieruchomo, z perłami przekrzywionymi na szyi.
— Powiedz mi, co jej podałaś.
— Krople — odparła. — Doktor Wilk mówił, że pomogą po tych nocnych lękach. Emilia od tygodni prawie nie spała.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
— Bo gdy pytałam, czy powinniśmy iść do specjalisty, mówiłeś, że nie teraz. A on od lat leczył naszą rodzinę. Uwierzyłam mu.
Ryszard pamiętał rozmowę o koszmarach córki.
Odpowiedział wtedy, że porozmawiają w weekend.
Weekend nadszedł, a on o tym zapomniał.
To jednak nie wyjaśniało pustej trumny.
— Kiedy ostatni raz widziałaś ją przytomną? — zapytał.
Weronika objęła się ramionami.
— W środę, po śniadaniu. Chciała pójść do świetlicy, ale była blada i skarżyła się na zawroty głowy. Podałam jej to, co zalecił lekarz. Godzinę później nie mogłam jej dobudzić. Wilk przyjechał własnym samochodem, a potem zabrali ją do kliniki.
— Dlaczego nie wezwałaś pogotowia?
— Dzwoniłam. On był szybszy i powiedział, że w swoim ośrodku ma sprzęt oraz zespół. Przekonał mnie, że każdy dodatkowy przejazd pogorszy sytuację.
Ryszard nie wiedział, czy mówi prawdę.
Zapamiętał jednak środę, bo wtedy Weronika zadzwoniła do niego trzykrotnie, a on oddzwonił dopiero wieczorem. Gdy usłyszał, że Emilia trafiła pod opiekę lekarza, spytał tylko, czy potrzebne są pieniądze. Tego wspomnienia nie mógł już wyrzucić z głowy.
— Pokazałaś lekarzowi opakowanie tych kropli?
— Zabrał je. Powiedział, że musi sprawdzić numer serii. Nie zostawił mi nawet recepty.
— Czy Emilia mówiła, że boi się czegoś konkretnego?
Weronika odwróciła twarz.
— Bała się zasypiać sama. Kiedy pytałam dlaczego, odpowiadała, że nie chce znów obudzić się w obcym miejscu. Myślałam, że to koszmar. Teraz nie wiem już, co było prawdą.
Ryszard miał ochotę zażądać natychmiastowej odpowiedzi na każde pytanie. Zamiast tego wyjął telefon i zanotował słowa żony, żeby przekazać je policji. Pytania o lek, wcześniejsze objawy i sposób przewiezienia dziewczynki mogły się okazać ważniejsze niż kolejna kłótnia.
— Kto powiedział ci, że Emilia zmarła?
— Wilk. Przyjechał do nas po południu. Powiedział, że w klinice doszło do zatrzymania krążenia, a oni nie zdołali jej uratować. Przyniósł papiery. Kazał nie otwierać trumny.
— I uwierzyłaś?
— Ty też podpisałeś dokumenty, Ryszard.
To zabolało, ponieważ była to prawda.
Przyjął wiadomość o śmierci córki i podpisywał podsuwane kartki, nie pytając, dlaczego nikt nie pozwala mu jej zobaczyć.
Sokołowska przerwała rozmowę.
Jej współpracownicy ustalili, że pod wskazanym numerem kliniki nikt nie odbiera, a lekarza nie ma pod domowym adresem.
W tej samej chwili telefon Olka zawibrował.
Na ekranie pojawiła się krótka wiadomość z numeru cioci Doroty.
„Nie wracaj do kliniki. Emilia jest pod innym nazwiskiem. Nie pozwólcie wywieźć jej o świcie”.
Olek podał telefon policjantce.
Ryszard odczytał wiadomość przez jej ramię.
Nie wiedział jeszcze, gdzie szukać córki, ale wiedział już, że następne godziny mogą zdecydować o jej życiu.
Czy policja zdąży ustalić, dokąd zabrano Emilię? Dalszy ciąg w Części 3.













