Następnego ranka Alicja znalazła w telefonie trzy nieodebrane połączenia z hotelu i kilkadziesiąt nowych wiadomości.
Jedni nazywali ją oszustką, inni pisali, że powinna być wdzięczna za uwagę bogatych ludzi.
Najbardziej bolały ją słowa osób, które nigdy nie widziały jej na oczy, a już wiedziały, czego rzekomo chciała.
Wyłączyła powiadomienia.
Najpierw musiała zjeść śniadanie, a potem zadzwonić do położnej.
Dziecko poruszyło się pod jej dłonią, gdy siedziała przy kuchennym stole.
Przez chwilę pozwoliła sobie nie myśleć o nazwiskach, pieniądzach ani kamerach.
Po południu spotkała się z Joanną w obecności przedstawicielki pracowników hotelu, Magdy Zielińskiej.
Magda od pięciu lat obsługiwała bankiety i dobrze znała pana Borkowskiego.
— Kierownik rozesłał wiadomość, żebyśmy nie komentowali zdarzenia — powiedziała.
— Ale kilka osób widziało policzek.
— Ja też.
Położyła telefon na stole.
Na nagraniu wykonanym przez jednego z gości było widać, jak Wiktoria podchodzi do Alicji i uderza ją otwartą dłonią.
Słychać było rozbity kieliszek i jej przeprosiny.
Materiał nie nadawał się do opowiedzenia całej historii, ale zaprzeczał wersji rozpowszechnianej w internecie.
— Czemu dopiero teraz mi go pokazujecie? — zapytała Alicja.
— Gość przysłał go do hotelu jeszcze w nocy — odparła Magda.
— Borkowski zabronił nam go udostępniać.
— Dopiero kiedy dowiedziałam się, co napisano o tobie, poprosiłam autora o zgodę na przekazanie nagrania prawniczce.
Joanna potwierdziła, że otrzymała plik bezpośrednio od właściciela nagrania.
Zachował oryginał i zgodził się zeznawać.
Nie zamierzały wrzucać filmu do sieci tylko po to, by rozpocząć kolejną publiczną awanturę.
Alicja zapytała Magdę, czy nie boi się konsekwencji.
Potarła dłonią ślad po długopisie na palcu.
— Boję się — przyznała.
— Mam kredyt i dwoje dzieci.
— Ale kiedy zobaczyłam, jak Borkowski poleca ci dalej pracować, mimo że ledwo stałaś, pomyślałam o każdej sytuacji, w której też udawałam, że nic nie widzę.
Nie obiecała jej, że nic się nie stanie.
Obiecała tylko, że nie ujawnią jej nazwiska bez uzgodnienia z nią i Joanną.
Magda odetchnęła i poprosiła o kopię pisma dotyczącego zasad zgłaszania przemocy wobec personelu.
— Chcę zgłosić uderzenie — powiedziała Alicja.
— I chcę pisemnej odpowiedzi, dlaczego zabrano mi zmiany.
— Nie zgadzam się, żeby bezpieczeństwo pracowników zależało od nazwiska gościa.
Joanna zanotowała słowa Alicji.
Wyjaśniła, że zawiadomienie o przemocy i sprawa dotycząca warunków pracy będą prowadzone osobno od ponownej analizy dawnego wypadku.
To rozróżnienie było ważne.
Alicja nie chciała, by ktoś powiedział później, że dostała pomoc tylko dlatego, iż przypadkiem uratowała siostrę miliardera.
Dwa dni później zadzwoniła Wiktoria.
Alicja nie wiedziała, skąd Wiktoria ma jej numer, i natychmiast pożałowała, że odebrała.
— Alicjo, musimy zakończyć tę niezręczną sytuację — powiedziała.
— Ojciec proponuje pokryć wszystkie koszty związane z porodem.
— Otrzymasz też równowartość kilkuletnich zarobków.
Przez moment nie mogła znaleźć głosu.
Kwota, którą wymieniła, wystarczyłaby na mieszkanie i spokojniejsze pierwsze lata z dzieckiem.
— Co mam zrobić w zamian?
— Podpisać oświadczenie, że nikt nie chciał cię skrzywdzić, i przestać rozmawiać z Romanowskimi o przeszłości.
— Wszystkim będzie łatwiej.
— Mnie byłoby łatwiej, gdybyś mnie nie uderzyła.
Westchnęła głośno.
— Naprawdę chcesz zniszczyć moją rodzinę przez jeden policzek?
— Nie.
— Chcę, żebyście przestali uważać, że można zapłacić za cudze milczenie.
Rozłączyła się i przesłała Joannie notatkę z przebiegu rozmowy.
Przez resztę popołudnia płakała ze złości, nie ze wzruszenia.
Nie dlatego, że odrzuciła pieniądze.
Bała się, że następnego dnia będzie żałować własnej decyzji, kiedy zobaczy rachunki.
Przez chwilę wyobrażała sobie, że podpisuje dokument i wraca do zwyczajnego życia.
Nie musiałaby niczego wyjaśniać sąsiadom ani liczyć godzin u prawniczki.
Potem przypomniała sobie Tomasza Wronę, który przez lata przechowywał jedną kartkę, bo bał się sprzeciwić ludziom silniejszym od siebie.
Nie wiedziała, czy potrafiłaby unieść taki ciężar z własnej woli.
Izabela przyszła wieczorem z torbą zwykłych zakupów.
Alicja zaprosiła ją do środka dopiero po tym, jak Izabela powiedziała, że nie ma ze sobą fotografów ani ochrony.
— Mateusz chciał przysłać kierowcę z większymi zakupami — przyznała.
— Powiedziałam mu, że najpierw zapytam ciebie.
Uśmiechnęła się mimo zmęczenia.
— Chyba uczy się słuchać.
Siedziały przy małym stole, jedząc pomidorową z wczoraj.
Izabela opowiedziała o miesiącach rehabilitacji, o lęku przed jazdą samochodem i o tym, jak wszyscy wokół niej wciąż mówili, że miała szczęście.
— Miałam szczęście — powiedziała cicho.
— Ale przez lata bałam się przyznać, że oprócz wdzięczności czuję też złość.
— Możesz czuć jedno i drugie.
— Ty też.
— Możesz być dumna, że mi pomogłaś, i wściekła, że dziś znów musisz walczyć o zwykły szacunek.
Ta rozmowa została z Alicją dłużej niż jakiekolwiek wystąpienie na balu.
Po raz pierwszy poczuła, że nie musi być ani nieskazitelną bohaterką, ani bezradną ofiarą.
Mogła być zmęczoną kobietą, która podejmuje trudne decyzje.
Następnego dnia Joanna poinformowała obie kobiety, że przekazała właściwym organom dokumenty Tomasza Wrony oraz jego dane kontaktowe.
Śledczy mieli ocenić, czy istnieją podstawy do podjęcia dalszych czynności dotyczących wypadku i dokumentacji firmy.
Nikt nie obiecywał szybkiego wyroku.
Mateusz poprosił o spotkanie z Ryszardem w kancelarii, przy prawnikach.
Zastrzegł, że nie będzie żadnych prywatnych gróźb ani handlowania wpływami.
Choć reputacja Mateusza budziła w Alicji niepokój, tym razem wolała wiedzieć, co zostanie oficjalnie zapisane.
Ryszard przyszedł w eleganckim płaszczu, jakby wybierał się na kolejny bankiet.
Usiadł naprzeciwko pozostałych i przez pierwsze dziesięć minut mówił o plotkach, konkurencji oraz politycznych wrogach.
Nie wspomniał ani razu o Izabeli.
— Wystarczy jedno zeznanie rozgoryczonego kierowcy, żebyście rzucili się na moją firmę? — zapytał.
— Wystarczą dokumenty i pytania, na które od lat nie ma odpowiedzi — odparła Joanna.
Ryszard skierował wzrok na Alicję.
— Jest pani młoda.
— Niech pani pomyśli o dziecku, zanim zwiąże się pani z wojną, której nie rozumie.
Alicja poczuła znajomy chłód, ale nie opuściła głowy.
— Myślę o dziecku codziennie.
— Właśnie dlatego nie chcę nauczyć go, że trzeba milczeć przed ludźmi mającymi pieniądze.
Ryszard zacisnął usta.
— Niczego pani nie udowodni.
Joanna nie odpowiedziała groźbą.
Położyła przed nim kopię zgłoszenia uszkodzonego oświetlenia i poprosiła o wskazanie osoby, która potwierdziła naprawę.
Na krótką chwilę jego pewność siebie zniknęła.
Wtedy otworzyły się drzwi.
Wiktoria weszła bez zaproszenia, trzymając w rękach grubą szarą kopertę.
Nie spojrzała na Alicję ani na brata Izabeli.
Podeszła prosto do ojca.
— Powiedziałeś mi, że te papiery zniszczono — odezwała się.
— A ja znalazłam je w dokumentach fundacji.
Ryszard wstał tak gwałtownie, że krzesło uderzyło o ścianę.
— Wiktoria, oddaj mi to.
Po raz pierwszy Alicja widziała, jak córka nie wykonuje polecenia ojca.
Co zawierała koperta, której Ryszard bał się bardziej niż zeznań kierowcy, i dlaczego przez lata przechowywano ją pod nazwą fundacji?
Odpowiedź znajdziesz w Części 5, gdzie każda z tych osób będzie musiała zdecydować, co zrobić z prawdą.













