Ryszard Sadowski oparł dłoń o oparcie krzesła, chociaż jeszcze przed chwilą stał zupełnie pewnie.
Alicja zauważyła, jak na jego czole pojawiły się krople potu.
Nie miała pojęcia, dlaczego wspomnienie szpitalnego korytarza tak na niego podziałało.
— Wystarczy tego przedstawienia — powiedział wreszcie.
— Dziewczyna źle się czuje, a wy robicie z niej widowisko.
Na początku pomyślała, że rzeczywiście chodzi mu o nią.
Potem zobaczyła, jak patrzy na Mateusza, i zrozumiała, że chce tylko zakończyć rozmowę.
Ryszard przywołał gestem jednego z organizatorów i wskazał na fotografów.
Mężczyzna zaczął gorączkowo rozmawiać z obsługą, a dwie osoby z aparatami cofnęły się za kolumnę.
Alicja widziała jednak, że kilka telefonów wciąż pozostawało uniesionych.
— Proszę nie robić zdjęć pracownicy bez jej zgody — powiedziała cicho Alicja, sama zaskoczona własnym głosem.
Jeden z gości opuścił telefon.
Inny wyglądał, jakby dopiero teraz zrozumiał, że osoba stojąca przed nim nie jest elementem wieczornego programu.
Nie wiedziała jeszcze, jak szybko zdjęcia trafią do sieci, ale chciała przynajmniej raz sama wyznaczyć granicę.
— Ma pan rację w jednej sprawie — odparł Romanowski.
— Pani Alicja potrzebuje spokoju.
— Ale to nie ona zrobiła tu przedstawienie.
Izabela chwyciła Alicję delikatnie za rękę.
— Może pani usiąść?
— Proszę, zanim zrobi się pani słabo.
Nagle zdała sobie sprawę, że od kilku minut stoi na obolałych nogach.
Brzuch miała twardy od napięcia, a na policzku czuła pulsujący ból.
Kiedy spróbowała zrobić krok, światło żyrandoli rozmazało się jej przed oczami.
Izabela zawołała o krzesło.
Dopiero wtedy kierownik sali, pan Borkowski, przypomniał sobie o jej istnieniu.
Przyniósł wodę, a potem zaczął tłumaczyć, że wszystko było niefortunnym nieporozumieniem.
To słowo zabolało bardziej, niż się spodziewała.
Uderzenie w twarz nie było nieporozumieniem.
— Proszę wezwać pomoc medyczną — powiedziała Alicja.
— Jestem w ciąży i chcę, żeby ktoś mnie zbadał.
Borkowski spojrzał na Wiktorię, jakby potrzebował jej pozwolenia.
— Słyszał pan prośbę pracownicy — odezwał się Mateusz.
— Proszę ją spełnić.
Nie podziękowała mu od razu.
Zbyt długo uczyła się przepraszać za każdą niewygodę, którą sprawiało jej ciało, jej zmęczenie albo jej ubóstwo.
Tym razem nie zamierzała przepraszać za to, że chciała sprawdzić, czy dziecku nic nie grozi.
Wiktoria podeszła o krok.
— Przecież jej nie uderzyłam w brzuch.
— Nie trzeba robić z tego tragedii.
— Uderzyła mnie pani — odpowiedziała Alicja.
— I to nie pani zdecyduje, jak się po tym czuję.
Cisza, która zapadła, była zupełnie inna niż poprzednia.
Nie znała nazwisk wszystkich gości, ale po raz pierwszy nie interesowało jej, czy któryś z nich uzna ją za bezczelną.
Ratowniczka z hotelowego zabezpieczenia medycznego zaprowadziła Alicję do spokojnego pokoju obok recepcji.
Zbadała podstawowe parametry i zaleciła pilny kontakt z oddziałem położniczym, jeśli pojawią się niepokojące objawy.
Alicja poprosiła o przewiezienie do szpitala na kontrolę, zamiast wracać do pracy.
Izabela chciała jechać z nią.
— Nie musi pani — powiedziała Alicja.
— Wiem.
— Ale osiem lat temu pani też nie musiała zostać na tamtym korytarzu.
Alicja spojrzała na nią i nagle znów zobaczyła przerażoną nastolatkę w szpitalnym łóżku.
— Zapamiętałaś to?
— Zapamiętałam, że mówiłaś do mnie spokojnie, kiedy wszyscy dokoła patrzyli na aparaturę.
— Brat wiedział o dawczyni, ale ja pamiętałam twarz.
— Przez lata próbowałam znaleźć kobietę o imieniu Alicja.
— Dlaczego nie mieliście mojego adresu?
— Wiedzieliśmy tylko tyle, ile sama wtedy powiedziałaś.
— Szpital nie przekazał nam twoich danych.
— Zostawiłaś imię i nazwisko na małej kartce, ale żadnego numeru telefonu.
Pamiętała tę kartkę.
Dała ją pielęgniarce, kiedy tamta zapytała, jak ma przekazać podziękowanie od pacjentki.
W tamtym czasie często zmieniała mieszkania i nie chciała podawać adresu, pod którym wkrótce mogło jej już nie być.
Zanim opuściły hotel, do pokoju wszedł Mateusz.
Nie wyglądał już jak człowiek z fotografii na pierwszych stronach gazet.
W dłoniach obracał nowy klips od identyfikatora Alicji.
— Przepraszam, że powiedziałem o tamtym wypadku przy wszystkich — odezwał się.
— Nie pomyślałem, że może pani tego nie chcieć.
— Nie chcę też, żeby zrobiono ze mnie bohaterkę tylko dlatego, że dziś ktoś mnie upokorzył.
Pokiwał głową.
— Rozumiem.
— Nie sądzę, żeby pan rozumiał, jak wygląda powrót do pracy po czymś takim.
— Ja muszę jutro sprawdzić, czy nadal mam zmianę.
Mateusz spuścił wzrok.
— W takim razie nie będę obiecywał niczego w pani imieniu.
— Mogę zapewnić prawniczkę i pomoc w rozmowie z hotelem, jeśli pani tego zechce.
To było pierwsze zdanie, które rzeczywiście pozwoliło Alicji wybrać.
Poprosiła o kontakt do prawniczki, ale nie o pieniądze.
Kiedy wyszedł, przypomniała sobie spojrzenie Ryszarda Sadowskiego.
Nie przypominało zwykłego zaskoczenia.
Wyglądał tak samo jak mężczyzna, którego przed laty widziała na końcu szpitalnego korytarza.
Tamten człowiek ściskał telefon i mówił do kogoś przez zaciśnięte zęby.
— Żaden raport o światłach nie ma trafić do rodziny dziewczyny.
Do tej pory uważała to za urywek cudzej rozmowy, której nawet nie rozumiała.
Teraz przypomniała sobie jeszcze jedno słowo.
„Ciężarówka”.
— Izabelo — odezwała się Alicja, zanim wyszły z hotelu.
— Czy w wypadku twojego samochodu uczestniczyła ciężarówka?
Zatrzymała się tak gwałtownie, że zabrzęczały klucze w jej dłoni.
— Tak.
— Stała na poboczu autostrady, prawie niewidoczna w deszczu.
— Dlaczego pytasz?
Opowiedziała Izabeli o głosie z korytarza.
Z każdą kolejną chwilą robiła się bledsza.
— To niemożliwe — wyszeptała.
— W oficjalnych ustaleniach napisano, że kierowca tamtej ciężarówki nie zgłaszał żadnej usterki.
W samochodzie, który zawiózł obie kobiety do szpitala, milczały.
Izabela ściskała telefon, ale nie zadzwoniła do brata.
Alicja prosiła, żeby Izabela najpierw pozwoliła jej spokojnie przejść badania.
W rejestracji zapytano Alicję, czy ma dokumentację ciąży i kiedy ostatnio czuła ruchy dziecka.
Odpowiedziała na pytania, chociaż trudno było jej uporządkować myśli po wszystkim, co stało się tego wieczoru.
Dopiero wtedy dotarło do niej, że od dawna niczego nie jadła.
Izabela kupiła Alicji kanapkę z automatu, lecz poprosiła, żeby sama zdecydowała, czy chce ją teraz zjeść.
— Przez te wszystkie lata brat próbował odwdzięczyć się komuś, kogo nie mógł odnaleźć — powiedziała.
— A ja chciałam przede wszystkim zapytać, jak potoczyło się twoje życie.
— Bywało różnie — odpowiedziała Alicja.
— Dzisiaj szczególnie trudno.
Nie musiały opowiadać sobie od razu wszystkiego.
Sama obecność Izabeli sprawiła jednak, że Alicja przestała czuć się samotna w zatłoczonej poczekalni.
W poczekalni Alicja otrzymała wiadomość od Joanny Radeckiej, prawniczki, której numer Mateusz przekazał jej wcześniej.
Napisała, że od kilku tygodni bada dawne akta wypadku i znalazła nazwisko warte sprawdzenia.
Jej wiadomość była krótka.
„Jeśli naprawdę pamięta pani szpitalny korytarz, proszę zapytać Romanowskiego o Tomasza Wronę.
On zgłaszał awarię, zanim doszło do wypadku”.
Pokazała ekran Izabeli.
Nie znała tego nazwiska.
Alicja również nie znała tego nazwiska, ale po raz pierwszy miała w ręku coś więcej niż niespokojne wspomnienie.
Kim był Tomasz Wrona i dlaczego ktoś przez osiem lat bał się powiedzieć głośno to, co wiedział?
O tym, dlaczego Joanna szukała Tomasza Wrony i co naprawdę wydarzyło się na autostradzie, przeczytasz w Części 3.













