Wiktoria nie odpisała na wiadomość.
Zamiast tego podała telefon aspirant Zawadzkiej i poprosiła, by obie wiadomości dołączono do jej zeznań.
Przez chwilę patrzyła na Łukasza, który spał z dłonią zaciśniętą na kieszeni, gdzie schował spinkę.
„On naprawdę wie, kim jest chłopiec” powiedziała cicho.
„To ważna okoliczność, ale musimy ustalić, skąd ma tę wiedzę” odpowiedziała Anna.
Noc nie przyniosła Wiktorii ani jednej pewnej odpowiedzi.
Łukasz został objęty opieką odpowiednich służb, a policja rozpoczęła poszukiwania jego matki.
Wiktoria złożyła wniosek, by mogła utrzymywać z nim kontakt jako możliwa ciotka.
Nie zabrała go po prostu do swojego mieszkania, choć bardzo tego pragnęła.
Wciąż nie wiedziała, komu Konrad mógł zlecać obserwację.
Nad ranem Magda przyjechała do niej z termosami herbaty.
Usiadły w niewielkiej sali, gdzie Wiktoria czekała na dalsze informacje.
„Opowiedz mi o Elenie sprzed wypadku” poprosiła prawniczka.
Wiktoria długo milczała.
„Dwa tygodnie wcześniej pokłóciła się z Konradem. Powiedziała, że źle rozlicza pieniądze z kamienicy po naszych rodzicach. Ja uznałam, że przesadza.”
Kamienica przy ulicy Dobrej należała po połowie do obu sióstr.
Konrad, księgowy z doświadczeniem w zarządzaniu nieruchomościami, prowadził jej bieżącą administrację.
Wiktoria zajmowała się wówczas restauracją i z ulgą oddawała mu rachunki, remonty oraz rozmowy z najemcami.
Elena pracowała w małym biurze projektowym i przyglądała się dokumentom znacznie uważniej.
Kamienica nie była wielką fortuną, jak wyobrażali sobie niektórzy znajomi.
Mieściło się w niej kilka mieszkań, niewielki lokal usługowy i ciasne podwórze, które siostry znały od dzieciństwa.
Ojciec nauczył je, że dochód z najmu najpierw musi wystarczyć na naprawy i bezpieczeństwo lokatorów.
Po jego śmierci obie obiecały, że nie sprzedadzą budynku bez wspólnej decyzji.
Konrad początkowo uporządkował zaległe rachunki i znalazł ekipę do remontu klatki schodowej.
To dlatego Wiktoria zaczęła mu ufać w kwestiach finansowych.
Kiedy po kilku latach pojawiły się pierwsze wątpliwości, łatwiej było jej pamiętać dawne sukcesy niż sprawdzać nowe liczby.
Elena nie miała takiego oporu.
Uważała, że wspólna własność wymaga wspólnej wiedzy, nawet jeśli oznacza niewygodne rozmowy przy rodzinnym stole.
„Pamiętam, że pokazała mi jakiś przelew. Kwota była duża, ale Konrad powiedział, że chodziło o dach.”
„Sprawdziłaś fakturę?”
„Nie.”
To krótkie słowo zabolało ją niemal fizycznie.
Wiktoria zrozumiała, że w jej pamięci są nie tylko fakty, lecz także lata świadomego unikania niewygodnych pytań.
Nie czyniło jej to odpowiedzialną za czyjąś krzywdę, ale odbierało wygodną pewność, że wszystko wiedziała.
Po południu policja uzyskała nagranie z kamery sklepu znajdującego się naprzeciwko kawiarni.
Na ekranie widać było Elenę przy murze.
Zbliżenie nie pozwalało na formalną identyfikację, jednak postać odpowiadała opisowi Wiktorii.
Czarny SUV zwolnił obok niej.
Kiedy przejechał, kobieta zeszła z chodnika w boczne przejście między budynkami.
Nie było widać, żeby ktoś ją wciągał do samochodu.
Samochód nie miał czytelnych tablic na zabezpieczonym fragmencie obrazu.
Na innym nagraniu z tej samej okolicy pojazd pojawiał się tylko przez kilka sekund, zanim zasłonił go autobus.
Anna wyjaśniła, że potrzebne będzie zestawienie kolejnych kamer i sprawdzenie, czy można odtworzyć trasę.
„Czyli ona może nadal być gdzieś blisko?” spytała Wiktoria.
„Może. Dlatego proszę nie publikować jej zdjęcia ani szczegółów miejsca spotkania w internecie.”
Wiktoria odłożyła telefon.
Przez moment rozważała napisanie publicznego apelu, lecz przypomniała sobie, jak Elena odwróciła głowę na widok auta.
Rozgłos mógł przyciągnąć także tych, przed którymi uciekała.
„Mogła uciec przed ludźmi w aucie” zauważyła Wiktoria.
„Mogła też zobaczyć coś innego. Nie przesądzajmy” odpowiedziała Anna.
Słowa policjantki nie dawały ukojenia, lecz pomagały Wiktorii odróżniać to, co widziała, od tego, czego najbardziej się bała.
Wieczorem zadzwoniła Alicja z kawiarni.
Powiedziała, że kobieta o wyglądzie Eleny nie wróciła, ale ktoś pozostawił w skrzynce na listy kopertę zaadresowaną do policjantki Zawadzkiej.
Alicja nie otworzyła jej.
Przekazała ją funkcjonariuszom, którzy odebrali przesyłkę i sporządzili odpowiednią notatkę.
W środku znajdował się numer kontaktowy do pracownicy schroniska, pani Marii Nowak, oraz krótka informacja: „Ona wie, gdzie schowałam dokumenty”.
Pismo było podobne do charakteru pisma Eleny, ale Wiktoria nie udawała, że sama może to rozstrzygnąć.
Maria, poproszona przez policję o rozmowę, potwierdziła, że w ostatnich miesiącach pomagała kobiecie przedstawiającej się jako Elena i jej małemu synowi.
Nie zdradziła Wiktorii adresu innego miejsca pobytu podopiecznej.
Przekazała jednak śledczym, że Elena szukała porady prawnej dotyczącej dawnych nieprawidłowości finansowych, a ktoś dwukrotnie pytał o nią w schronisku.
„Czy to był Konrad?” zapytała Wiktoria.
„Nie widziałam go osobiście” przyznała Maria.
„Ale Łukasz pokazał mi zdjęcie i powiedział, że boi się tego człowieka.”
Maria wyjaśniła również, dlaczego chłopiec dostał odbitkę fotografii.
Zrobił zdjęcie pożyczonym telefonem podczas jednego z wizytujących budynek mężczyzn, a pracownica kuchni pomogła mu je wydrukować.
Nie był to dowód popełnienia przestępstwa, ale pozwalał ustalić, gdzie i kiedy Konrad się pojawił.
Magda pomogła Wiktorii sporządzić listę wszystkich dokumentów związanych z kamienicą, do których miała legalny dostęp.
Na jej własnym koncie pojawiały się co miesiąc przelewy z czynszów.
W ostatnich latach były znacznie niższe, niż wynikało z umów z najemcami, które jeszcze posiadała.
Konrad za każdym razem tłumaczył różnicę kosztami utrzymania budynku.
W jednej teczce leżały oferty wymiany instalacji, ale żadna nie zawierała potwierdzenia wykonania pracy.
Wiktoria nie wyciągała z tego samodzielnie wniosków o przestępstwie.
Sfotografowała spis dokumentów i uzgodniła z Magdą sposób ich przekazania policji.
Przez cały dzień walczyła z chęcią, by po prostu zadzwonić do Konrada i usłyszeć znany, spokojny głos.
W przeszłości potrafił przekonać ją, że nawet oczywista rozbieżność ma rozsądne wyjaśnienie.
Mówił wtedy powoli, bez podnoszenia tonu, a ona była wdzięczna za zakończenie nieprzyjemnej rozmowy.
Tym razem przypomniała sobie małą rękę Łukasza, który ściskał fotografię tak mocno, że papier zaczął się zginać.
Jeżeli miała zawierzyć komuś jeszcze raz, nie mogła robić tego kosztem bezpieczeństwa dziecka.
Wiktoria zadzwoniła do dawnego administratora, pana Pawła Borkowskiego, który odszedł z pracy krótko po zaginięciu Eleny.
Zgodził się porozmawiać, kiedy dowiedział się, że sprawą zajmuje się policja.
„Pani siostra chciała skontrolować rachunki” powiedział.
„Miała zeszyt z numerami faktur. Wtedy pan Konrad zabronił mi wydawać jej dalsze dokumenty.”
„Dlaczego mi pan nic nie powiedział?”
„Próbowałem. Zostawiłem wiadomość w biurze. Potem pani mąż oznajmił mi, że nie chce pani wracać do sprawy.”
Wiktoria przypomniała sobie tamten okres.
Rzeczywiście nie chciała rozmawiać z nikim o interesach, bo każda wzmianka o Elenie sprawiała jej ból.
Tyle że o wiadomości Pawła nigdy nie słyszała.
Tej nocy Anna skontaktowała się z Wiktorią ponownie.
Poinformowała ją, że Maria otrzymała od Eleny sygnał i że policja pracuje nad bezpiecznym spotkaniem.
Nie podała miejsca ani godziny, dopóki nie było pewności co do bezpieczeństwa matki i dziecka.
Wiktoria oparła czoło o chłodną szybę.
Miała ochotę natychmiast wyjść na ulicę i szukać siostry po wszystkich bramach Powiśla.
Zamiast tego została przy telefonie.
Po raz pierwszy od lat postanowiła nie mylić pośpiechu z pomocą.
Kiedy wreszcie zaproszono ją do bezpiecznego pokoju spotkań, zobaczyła na stole dwie papierowe filiżanki.
Za drzwiami ktoś poruszył krzesłem.
Potem usłyszała głos, którego nie słyszała od siedmiu lat.
„Wiktoria, zanim mnie przytulisz, musisz wiedzieć, dlaczego nie wróciłam.”
Dlaczego Elena nie mogła wrócić do siostry? Poznaj jej wyjaśnienie w Części 4.












